Blog > Komentarze do wpisu
Porażka a poczucie wspólnoty

Reprezentacja Polski w piłce siatkowej mężczyzn spisała się w Japonii znakomicie. W trwającym dwa tygodnie morderczym turnieju w doborowej obsadzie zajęła ostatecznie drugie miejsce i wywalczyła tak przez wszystkich uczestników turnieju upragnioną przepustkę do Igrzysk Olimpijskich w Londynie. Mało tego, podopieczni Andrei Anastasiego do ostatniego meczu mieli szansę na zdobycie Pucharu Świata! Zabrakło bardzo niewiele, ale koniec końców już każda siatkarska reprezentacja na świecie musi się NAS bać!

No właśnie! NAS! Powstał już niejeden elaborat o tym, że kibice utożsamiają się z sukcesami swoich ulubionych drużyn wypowiadając się o nich w pierwszej osobie liczby mnogiej per MY. Jednak gdy tylko klubowi czy reprezentacji nie idzie to forma MY bardzo szybko zmienia się w ONI. Osobiście jak tylko mogę to staram się z tym walczyć i sprawiedliwie w przypadku sukcesów i porażek trzymać się jednej formy - zazwyczaj jesteśmy to MY. Nie jest to jednak wcale takie proste. Oglądając w sobotę rano mecz polskich siatkarzy z reprezentacją Brazylii po dwóch pierwszych setach uwierzyłem, że MY w końcu możemy ograć utytułowanego rywalu w meczu o dużą stawkę. Przez trzy kolejne sety miałem nadzieję, że mimo wszystko uda NAM się ten mecz wygrać. Po ostatniej akcji spotkania wysłałem sms do brata o treści: "Przegrali 2:3...". Dopiero po chwili zorientowałem się co zrobiłem! Nieświadomie, niejako z automatu odciąłem się nie tylko od porażki, ale i od drużyny reprezentującej na turnieju w Japonii całą Polskę, w tym oczywiście mnie, uważającego się za wiernego kibica! Przypuszczam, że tego poranka nie byłem jedynym, który już po meczu w kontaktach z bliskimi używał określenia ONI komentując wspomniany mecz. 

Czym wytłumaczyć to zjawisko? Czy to możliwe, żeby ludzie byli "zaprogramowani" w sposób taki by z sukcesów czerpać jak najwięcej, a od porażek jak najszybciej się odcinać? A może to tylko typowo polska cecha? Trudno wytłumaczyć ten fenomen. Treść cytowanego powyżej sms-a to przykład na to, że naprawdę trudno jest samemu się kontrolować w tej materii.

Nadchodzący rok będzie trudnym egzaminem zwłaszcza dla fanów polskich reprezentacji wszelkiego rodzaju... Zacznie się już w czerwcu szałem związanym z EURO 2012. Polska trafiła wymarzoną grupę. Łatwiejszej nikt nie był w stanie przed losowaniem wymyślić. Abstrahując od konfliktu na linii PZPN - kibice i kiepskiej opinii jaka panuje w społeczeństwie na temat możliwości drużyny Smudy, zwycięstwa z Grecją czy Czechami znów mają szansę być NASZYMI sukcesami. Bezprecedensowym wydarzeniem w historii futbolu byłoby zakwalifikowanie się do fazy pucharowej. Ten NASZ sukces może jednak błyskawicznie zmienić się w porażkę ZAWODNIKÓW, SZTABU i ZWIĄZKU jeśli w dalszym etapie Polska natknie się na Włochy czy Hiszpanię i nie podoła tak wymagającemu rywalowi.

W wakacje czekają NAS Igrzyska Olimpijskie, które mogą upłynąć NAM przede wszystkim pod znakiem rywalizacji drużynowej. NASI siatkarze po świetnym występie w Pucharze Świata będą faworytami nie tylko na papierze. Najsilniejsi rywale w ostatnich miesiącach doświadczyli na własnej skórze potencjału jakim dysponują polscy siatkarze. Do tego dochodzi dobre rozstawienie na podstawie rankingu FIVB, w którym po turnieju w Japonii reprezentacja awansowała. Czy po ustaleniu składów grup zagości w naszych sercach i umysłach hurraoptymizm i wiara w NASZ sukces?

Nie tylko z murawy jest już na facebooku. Na profilu znajdziecie wiele ciekawostek sportowych i komentarzy.

środa, 07 grudnia 2011, marcinolczyk1986

Polecane wpisy

Komentarze
2011/12/07 09:44:08
Kibice potrzebują zwycięstw swojej drużyny tak jak powietrza. Każdy inteligentny człowiek zdaje sobie sprawę z tego, że i porażki się przytrafiają - powinny one dodatkowo mobilizować zawodników do cięższej pracy, wystrzegania się błędów. Ale jak wiemy różnie z tym bywa.
Z własnej obserwacji (gdy Widzew gra u siebie) widać, że gdy WYGRYWAMY, to ludzie zostają na stadionie żeby podziękować. Ale gdy tylko noga się podwinie, to 80% ludzi przed końcowym gwizdkiem jest już w drodze do domu. Kibice sukcesu(tak, tak wiem... ostatni autobus do domu...).
Z drużyną jest się na dobre i na złe, bez.kurwa.najmniejszego.szemrania.